Nie wiem co robię źle. W czerwcu tamtego roku zaszłam w ciążę, byliśmy lekko zaskoczeni ale i szczęśliwi, w końcu to nasze dziecko lecz od początku coś było nie tak. Gdy poszłam do lekarza potwierdzić ciążę okazało się, że jest jakoś ponad tydzień młodsza niż wynika z ostatniego okresu, po jakimś czasie pokazał się zarodek lecz był bardzo niewyraźny obraz, ale usłyszałam bicie tego maleńkiego serduszka. Gdy wchodziłam w 4 miesiąc poszłam na planowaną wizytę, lekarz liczył na lepszy obraz w końcu. Leżałam i czekałam aż coś powie, lecz gdy w końcu zaczął chciałam aby kłamał. Zaczął, że mu przykro ale trzeba będzie usunąć ciążę przez nieprawidłowości płodu ale wyśle jeszcze na prenatalne aby się upewnić. Poszłam. Teraz... jeżeli ktoś jest "uczulony" na takie szczegóły to pomiń. Okazało się że nasze pierwsze dzieciątko ma liczne wady : małomózgowie, bezczaszkowie, rozszczep buzi, rozszczep klatki piersiowej (serce poza ciałem), rozszczep brzucha (wątroba poza ciałem), a z łagodniejszych zanik kości przedramienia, oraz tzw. końska stopa. Lekarze stwierdzili, że to cud że jeszcze żyje, bo serce biło jak dzwon. Podjęliśmy z mężem decyzję, że idę do szpitala aby zmniejszyć cierpienie wszystkim, również aniołkowi. Okazało się przy okazji, że nie było pępowiny. Odczekaliśmy 3 cykle z następną ciążą tak jak lekarz zalecił (bardzo chcemy mieć dziecko). Zaszłam. Potwierdziło się to tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Ból po stracie nigdy nie zniknie, lecz pojawił się dodatkowo strach. Lekarz powiedział, że tym razem idzie książkowo chodź też jest młodsza ciąża. Planowana wizyta, powinnam być w 9 tygodniu. Brak bicia serca, ciąża zatrzymała się w 8 tygodniu. Znowu płacz, ból, pytanie czy było plamienie a nie było nic. Mąż obserwował mnie czy się nie załamuję, czy dam radę przetrwać znowu ten ból. Znowu zabieg w szpitalu. Przy poprzednim czułam wszystko, cały ból, znieczulenie nie zadziałało tak jak miało, miejscowe jako już 3 trochę pomogło, drugi zabieg zostałam uśpiona. Oba widziałam. Moje oba aniołki. Mam tylko nadzieję, że ma się kto nimi opiekować. Podziwiam kobiety które się nie poddają i ja też staram się nie poddać. Przepraszam ale musiałam to jakoś z siebie wyrzucić.

Top 100 Top 100 7 dni