12 grudnia 2019 12:20:02
Wczoraj zrozumiałam, że mam poważny problem, który niszczy moje życie, przynajmniej na tym etapie. Poznałam sobie chłopaka przez internet, wcześniej byłam w związku, ale się to rozpadło, potem chodziłam na randki, ale nikt mi nie pasował. W każdym razie trafiłam w końcu na nową "miłość". Pamiętam, że już od samego początku bardzo spodobał mi się jego styl pisania, szczerzyłam się do siebie, czytając wiadomości od niego. Był inny niż pozostali, dlatego tak bardzo mi zaczęło zależeć. W końcu dałam mu swój numer i on zadzwonił. Pamiętam, że jak usłyszałam jego głos to miałam motylki w brzuchu, wydawało mi się, że lepszego głosu w życiu nie słyszałam, cała rozmowa była fantastyczna i trwała ponad dwie godziny. Cały następny dzień byłam bardzo szczęśliwa, zapomniałam o byłym i o przytłaczającej pustce, byłam tak szczęśliwa, że nie mogłam w to uwierzyć. Pisaliśmy ze sobą codziennie, po kilka razy, żartowaliśmy, że będziemy mieli w przyszłości dzieci, że się pobierzemy i będziemy szczęśliwi. Wiem, że to było tylko takie gadanie, ale gdzieś w głębi serce miałam nadzieję, że to się spełni w przyszłości. Dni mijały, a ja myślałam o swoim obiekcie westchnień niemal w każdej chwili dnia. Jak napisał mi coś miłego, użył zdrobnienia czy wysłał głupie serduszko to byłam wesoła i kochałam życie, jeśli on jednak napisał mi, że się zle czuje, albo, że ma doła moja radość gasła i zaczynałam się martwić, że może już nie będzie chciał kontynuować ze mną znajomości, że może to koniec. Jak nie odpisywał na przykład przez pół dnia i dopiero na wieczór, to miałam wyobrażenie, że pewnie w tej chwili siedzi z jakąś inną, że może już mnie nie chce, że nie chce mnie znać, że mnie zostawi i z automatu miałam zły humor, wyżywałam się na wszystkich w okół, potem on się odzywał, a ja nagle łagodniałam i wszystko było już dobrze. Cały czas wysyłałam ss z naszych rozmów najbliższym koleżankom żeby powiedziały mi czy on coś do mnie czuje, czy mu na mnie zależy,wiem że je męczyłam swoim zachowaniem, ale on stał się sensem mojego życia, musiałam wiedzieć. Chcieliśmy się spotkać, ale nie wyszło nam za pierwszym razem, płakałam i obiecywałam sobie, że to koniec zrywam kontakt i szukam następnego. Potem na następny dzień on chciał rozmawiać ze mną przez telefon, ale byłam wściekła na niego i napisałam mu że nie ma mowy. Pokłóciliśmy się. Doszło do tego że zakończyłam znajomość, w nerwach zwyzywałam go jeszcze i napisałam mu, że go nienawidzę, a on że będzie mnie dobrze wspominał, że cieszy się, że mnie poznał, ale widocznie nie pasujemy do siebie. Zabolało mnie to, nie walczył o mnie, tylko od razu się poddał. Usunęłam kilka minut później jego numer, całą konwersację, każdy ślad po nim. Płakałam chyba do drugiej w nocy, potem usnęłam, nie pamiętam już jak. Następny dzień był męczarnią. Nie potrafiłam się uśmiechnąć, bo tylko on tak naprawdę dawał mi radość, nikt więcej. Przyszłam do domu i się rozpłakałam ponownie, nie mogłam wytrzymać, dokonałam nawet samookaleczenia. Było mi tak źle, czułam się opuszczona i odrzucona, znowu nic nie miało sensu. Nie wytrzymałam i już na następny dzień napisałam do niego, że nie chcę kończyć. Przystał na to, mało tego napisał, że chce się zobaczyć. Więc tak się stało. Spotkaliśmy się i to były chyba najlepsze godziny mojego życia. Euforia jaką odczuwałam była ogromna, żałuję teraz, że byłam taka nieśmiała, on zresztą też był. Nie umiałam się z nim rozstać, po spotkaniu pisaliśmy ze sobą, następnych kilka dni też było super, a ja nie wierzyłam w to, że w końcu znalazłam to czego tak długo szukałam. Myślałam sobie to na pewno miłość, tak musi być, jestem zakochana na zabój, chcę mieć z nim dzieci, chcę z nim mieszkać i będziemy na pewno razem. Wszystko było piękne a ja nie dowierzałam. Oczywiście w sercu bałam się tego, że się rozstaniemy, że on mnie zostawi z jakiegoś powodu, wiedziałam, ze nie dam sobie rady, jeśli on tak zrobi. Zaczęłam obsesyjnie o nim myśleć, gdzie jest, co robi, z kim, narzucałam mu się strasznie, obrażałam się o to, że on nie ma czasu dla mnie, a jak mi nie odpisał,a na przykład widziałam, że był aktywny to szlag mnie trafiał. Wtedy wkurzałam się, bo skoro był aktywny i widział, że coś napisałam to oczekiwałam, że on mi odpisze żebym się nie martwiła, że już mnie nie chce. Nie wytrzymałam. Obsesja była tak silna, że śnił mi się w nocy, cały dzień był zależny od tego co on mi napisze, a jak odpisywał w przerwie kilku godzin to mi się odechciewało żyć, bo ja potrzebowałam więcej ciepła i zainteresowania. Koleżanki zaczęły mi mieszać w głowie, mój były też się nie wypowiedział pozytywnie, zaczęłam myśleć, że jemu na mnie nie zależy, że dlatego tak mało się do siebie odzywamy. Naciskałam na niego, żeby powiedział mi na czym stoję,kim dla niego jestem, kiedyś wyraził chęć bycia ze mną w związku, ale potrzebowałam się upewnić. Zapytałam czy coś się stało, czy między nami w porządku, a on, ze tak i co u mnie. Wkurzyłam się, bo przeżywałam kryzys emocjonalny a on jedyne co mi napisał to co u mnie. Oczywiście skłamałam, że wszystko w porządku. Wyznałam mu, że się w nim zakochałam, on dopytywał jak to możliwe po tak krótkim czasie, chyba mi nie wierzył. Stwierdziłam, że nie wytrzymam tego napięcia i muszę urwać kontakt za nim on mnie zostawi, bo nie przeżyję odrzucenia. I tak zrobiłam, napisałam mu litanię o tym czego mi brakuje, co bym chciała i że on mi tego nie daje, że muszę znaleźć kogoś innego, komu by na mnie zależało, że chcę skończyć. On nie za bardzo chciał, pisał mi, że mnie nie rozumie, że najpierw wyznałam mu swoje uczucia, a chwilę potem chcę kończyć. Też siebie nie rozumiałam, ale wiedziałam, że muszę tak postąpić, bo obsesja mnie wyniszcza. Zablokowałam go, usunęłam wszystko, żeby nic mi o nim nie przypominało i próbuję dojść jakoś do siebie. Nasze 2 rozstanie jest lepsze niż to pierwsze, ponieważ to ja zostawiłam jego, nie on mnie. Z tą myślą jest mi trochę lepiej.
Ostatni komentarz :: Dziewczyno, olej te komentarze z dołu bo masz prob...
16 grudnia 2019 20:13:35
Kolega z klasy próbował się zabić, jego kumple powiedzieli że prze zemnie, że się we mnie zakochał a ja bawiłam się jego uczuciami. To nie prawda. Nigdy niczego mu nie obiecywałam, nic między nami nie wydarzyło oprócz słów i kilku pocałunków...Poznałam kogoś w kim zakochałam się po uszy i odeszłam od niego. Mamy tylko 16 lat...
Jest w szpitalu, przeżyję, ale na razie nie mogę go odwiedzić, porozmawiać, przeprosić...A czy w ogóle powinnam? Może on nie chcę mnie widzieć...:(