Płaczę, ponieważ...

Nie płaczę. Przynajmniej zazwyczaj.
Nie przepadam za ludźmi. Ani w sumie za niczym. Męczące jest to wszystko. Wybrałem samotność, bo tak jest znośnie. Dla mnie i innych. I nie jest mi z tym źle. Chociaż dobrze też nie. Po prostu... jest.
Ale raz na jakiś czas płaczę. Raz na miesiąc, dwa. Raz na pół roku. I przez ten jeden raz czuję się cholernie bezradny i samotny. Leżę po ciemku całą noc dławiąc się łzami i płaczę aż zasnę. A czasem nie zasnę. A po wszystkim znowu wraca obojętność. Bezsens. Pustka. Tak to trwa aż do kolejnego razu.
Ale teraz czuję ten potwornie przytłaczający smutek. I samotność. Ale nie można mieć kogoś tylko na ten moment.
Nienawidzę tego uczucia. Jestem zmęczony.
Nie wiem po co to piszę. Rozmawianie przecież nigdy nic nie daje.
Znowu nie śpię.
Nie mam nawet siły spać. Ani specjalnej ochoty się budzić.
Może dam radę jeszcze raz...

Top 100 Top 100 7 dni