czy ktoś tak jak ja ma zjebanych rodziców niby żadnych nałogów żadna patola a wychowali mnie na przegrywa, nigdy nie czułem z ich strony wsparcia, pomysłu na mnie, jakichś rad, mądrości życiowej, zawsze traktowali mnie z góry nie rozumieli moich krzywd albo ciągle okłamywali jak małe dziecko, nie rozwijali mnie, nie rozumieli potrzeb "bo oni mieli gorzej", sami w sobie też nigdy nie byli zaradnymi ludźmi, nigdy się w niczym nie zgadzali ale się nie kłócili. Wyniosłem z domu kompleksy i brak pomysłu na siebie. Jedyne co od nich słyszałem to skończ szkołę idź do pracy. Lakoniczne nie ważne jaka praca, czego się nauczę czy będę kimś, czy będę miał ciekawe życie.

Skończyłem byle jakie studia, pracuje pełnia ich ambicji. Prawda jest taka że nie lubiłem studiów nie skończyłem tego co chciałem, pracuje za grosze w pracy której nienawidzę. To nie jest tak że z chęcią bym nie pracował albo nie kończył szkoły. Jak stawiają sprawę rodzice. Chciałbym mieć pasje i zdolności rozwijane przez rodziców od dzieciństwa żebym w czymś był dobry, żebym miał pracę z możliwością rozwoju i taką która mnie cieszy.

Takie ich horyzonty być przeciętniakiem teraz słyszę tylko o ożenieniu się. Twardo acz stanowczo spełniam ich zachcianki, bo znowu wejdą mi na ambicje. Może wezmę i założę konto na sympatii złowię kaszalota zrobię dziecko i wychowam kolejnego zjeba. Tylko jak z kasą? Też będę klepał biedę jak rodzice. Mimo że słyszę od matki że ona miała kiedyś tysiąc w pracy i że teraz pińcet plus jest i że młodym w dupach się przewraca od dobrobytu bo ona kiedyś stała w kolejkach.

Top 100 Top 100 7 dni