Tak sobie siedzę i rozmyślam nad tym, jaki jestem popierdolony. Jest sobie taka jedna kobieta, która jest manipulantką, kłamczuchą i podrywaczką, ma setki wad i ogólnie to ma mnie w dupie, chyba, że akurat ma jakiś interes do ubicia w którym mnie potrzebuje. A ja mimo wszystko żywię do niej uczucia, mimo, że doskonale wiem jaką jest osobą. Nie wiem czy te uczucia to jakaś dziwna "miłość", ale po prostu tak bardzo lubię gdy ona jest w pobliżu i tak bardzo za nią tęsknie, mam poczucie, że dzięki niej rozwinąłem się duchowo i intelektualnie. Jej nawet chyba nie pomieściłoby się w głowie to, jak ja ją w tajemnicy uwielbiam i podziwiam, że często udaje, że wierzę w te jej bajki i kłamstewka bo po prostu widzę, że ona to zwyczajnie lubi, że to dla niej taki zastrzyk energii:) I jest wtedy taka zadowolona i uśmiechnięta! Kto wie, może ja po prostu sam jestem jakiś dziwny i ciągnie swój do swego...

Top 100 Top 100 7 dni