Smutno mi, bo moja żona od kilku lat traktuje mnie jak jakieś ścierwo. Tak się czuję przy niej. Nie wiem jaki cel jej przyświeca, ale jest dla mnie złośliwa na każdym kroku, nieprzyjemna i dręczy mnie nieustannie pretensjami dosłownie o wszystko, a im bardziej się od niej odsuwam to tym bardziej mnie dręczy. Zawsze byłem i do tej pory jestem jej wierny, a teraz czuję się zeszmacony, pozbawiony jakiegokolwiek szacunku. Ona potrafi być bardzo okrutna. Ostatnio w nocnej drodze samochodem przebudziła się na moment i zapytała mnie o grupę krwi (0), co skomentowała- "zerem się urodziłeś i zerem umrzesz" i usnęła. Wczoraj nie wiem skąd wymyśliła, że między nami jest inna kobieta, że od pięciu lat ją zdradzam i powie o tym dzieciom bo ona nie chce żyć w kłamstwie. Są to bezpodstawne oszczerstwa i nie wiem jak się przed tym bronić.
-
29.7.2010 15:19:20
Oszczerst wobec mojej żony nie stosuje, staram się też nie obwiniać jej za nic. Nie chcę się odgrywać, po prostu smutne jest takie traktowanie drugiego człowieka, a co dopiero bliskiego, po kilkunastu latach wspólnych przeżyć. Na temat tych jej podejrzeń rozmawialiśmy i zapewniłem, że nic takiego nie miało i nie ma miejsca, że jest moją jedyną kobietą. Natomiast na jej argumenty, które jej zdaniem przemawiają za zdradą, to znaczy moje zachowania, wytłumaczyłem dlaczego tak się dzieje. Nic do niej jednak nie trafia. Jakby w ciemno postanowiła, że jest zdradzana i tego się trzyma. Jej zaś wprost nigdy nie pytałem, czy ona mnie zdradziła. Teraz to nawet bałbym się o to pytać, bo nawet gdyby tego nie zrobiła mogłaby powiedzieć, że zdradziła, choćby ze złości. Ponadto całe jej zachowanie obecnie przesycone jest wrogością wobec mnie. Cyję to na każdym kroku jakby chciała mnie koniecznie do siebie zniechęcić. Nie mam pojęcia dlaczego tak robi. Może rzeczywiście chciałaby abym odszedł, wyniósł się z domu. Tyle, że w ten sposób opuściłbym dzieci i z pewnością one tego by nie zrozumiały.
thomsonus