Miałam przyjaciela. Mówił że będzie zawsze, że mogę mu się zwierzać z problemów, wyżalić, spędzaliśmy mnóstwo czasu razem. Mówił że mu zależy na naszej przyjaźni,że bardzo ucierpi jak mnie zabraknie.
Przyjaciel odszedł z dnia na dzień do innych znajomych...
Walczyłam o tą relację silnie, ale wychodziło odwrotnie..
Powiedział mi dużo złych rzeczy : że źle się ze mną czuł, kłamał, nudził się, że jestem...
Powiedział znajomym że ledwo mnie zna,ma mnie w d, że z kimś takim nigdy by się nie zadawał, że ktoś taki nigdy nie będzie miał nawet znajomych, śmiał się ze mnie, byłam świadkiem...

Myślałam że jest moim przyjacielem, jak mówił.

Jak można być takim fałszywym? Okrutnym...
Ja nie byłabym wstanie nikogo tak potraktować.
Ja się zastanawiam co tacy ludzie czują? Czy żyje w nich odrobina przyzwoitości, jakiś ludzkich odruchów? Że nie brzydzą się spojrzeć na siebie w lustrze. Że cieszą się z nieszczęścia osób, które za nich dużo by oddały. Że dla nich nie było to nic warte, czy takie osoby wogóle mają coś takiego jak uczucia?


Pewnie już o mnie nie pamięta,albo mówi z pogardą jak to robił...
A ja nie mogę zapomnieć.

Top 100 Top 100 7 dni