I znów tu jestem... nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek tutaj zawitam.
Moje życie znów się pokręciło. Stało się coś, co przecież musiało stać się, ale za jakieś 10 lat. Jego rodzice dowiedzieli się o nas. Dramat. Robią wszystko by nas rozłączyć. Jest zależny finansowo, więc nie ma nic do gadania, chociaż walczy o nas. Jest kochany... słów mi brakuje, takie to wszystko tragiczne.
Zamieram z myslą, że i moi dowiedzieli by się o tym, że nasz związek ma miejsce. Ojciec- mundurowy w jednostce antyterrorystycznej, matka- profesor na uniwersytecie Jagielońskim i ich syn- pedał.
I nie wiem co robić, zycie mi się kruszy z każdej strony...
Przyjaźń dla niektórych nic nie znaczy dla mnie to coś najważniejszego na świecie .....
W życiu nie tęskniłam za nikim tak jak za nią ....
Nikogo mi tak nie brakowało...
Nie wiem co ona miała w sobie takiego ...
Że ją tak strasznie pokochałam....
Wiem że ja dla niej nic nie znaczę.. prze głupie ploty innych ludzi ...Chwile z nią spędzone wywołują na mojej twarzy uśmiech... a zarazem w sercu smutek...
Gdy słucham piosenek, które razem uwielbiałyśmy... widzę ja normalnie przed swoimi oczami....
Kocham ją cały czas....
A ona potraktowała mnie gorzej niż największego wroga... Znalazła faceta a ja dla niej już w ogóle nie istniej...
Stało sie to pół roku temu a ja do dziś nie umiem się z tym pogodzić gdy ją widzę na gg itp. mam w oczach łzy że nawet nie napisze co tam u ciebie.... :(((
Przepraszam ze tak zle zrobilem odrzucilem ci ale tak naprawde dalej kocham niewiem czemu to zrobile wiem ze juz tego nieda sie naprawic ale ciagle mnie to boli nieumiem sobie tego wybaczyc jak bym mogl z tobo zaczac wszysstko od nowa naprawde smutno mi bez ciebie przeciesz jestem tylko malym smutnym czlowiekem ktury bez ciebie nic nie znaczy prosze wybacz mi naprawde cie kocham jak wogule wiem co to znaczy bo juz o nic nie jestem pewny bylas niedyna i chyba ostatnia nadzieja w moim zyciu ;[ Przepraszam Wybacz
Jestem bardzo zakochana w chłopaku, z którym nawet nie znamy się osobiście. Płytkie to kochać kogoś tylko za ładny wygląd, ale to właśnie mi się przytrafiło - i trwa tak od początku roku szkolnego. Chodzi do równoległej klasy w tej samej szkole. Chciałabym w tym roku wysłać do niego anonimową walentynkę, ale pewnie i tak dostanie ich masę. Dużo osób z mojej klasy go zna, więc mogliby mnie z nim przedstawić, ale boję się zrobić złe pierwsze wrażenie. Jestem kompletnie rozbita i nie wiem, co robić.
Pewnego dnia wszystko się skończyło. Usiadła na krześle i zaczęła rozmyślać. Po co? Po co ma ona żyć? Zdała sobie sprawę, że nie jest już naiwnym dzieciaczkiem, ukochaną wnuczką, kimś komu można bezgranicznie ufać. Zrozumiała, że jest nikim. Ktoś kto kłamie, nie ma prawdziwych przyjaciół- to nikt.
Cały czas próbowała być dorosła... Z każdą nową rzeczą spróbowaną w jej życiu uświadamiała sobie, że staje się dorosła. Wiele razy myślała o miłości, tej której nigdy nie miała. Wielokrotnie była szczęściarą, która ma sielankę w życiu. To czemu teraz siedzi sama? Nie ma przy niej nikogo... Dlaczego? Nie ma się komu wypłakać. Nie ma jej kto przytulić.
Znajomi myślą tylko o imprezach, a nie o tym co się z nią dzieje. Ona jednak już wie, że nie ma po co żyć. Myśli: "Po co mam się uczyć? Kiedyś i tak skończę szkołę. Będę mieć pracę, może dom i rodzinę, ale i TAK UMRĘ. Może to przyspieszyć?"
Wydaje jej się, że im szybciej zaśnie, tym szybciej te męki znikną. Chce się bawić, ale sumienie jej nie pozwala. Chce umrzeć, ale rozum nie pozwala. Chce żyć, ale sama sobie tego zabrania. Więc siedzi dalej i powoli powieki jej opadają. Czuje ciepło... Chciałaby, by było to ciepło czyjegoś ciała, ale jest to jedynie jej kołderka. Ta, którą chciałaby być przykrywana do końca swych dni. Marzy o tym, by ta noc nie miała kresu...
Budząc się rano myśli, że Bóg znów kara ją kolejnym dniem nienawiści i spustoszenia. A, co najważniejsze- dniem bez miłości i ciepła drugiej osoby. Tak mocno chciałaby przestać być samotną.
Wychodzi ze szkoły i widzi swoje koleżanki idące za rączkę ze swoimi chłopakami. Myśli: "Jak ja im zazdroszczę!" Ale sama nie wie, czy chce tego samego... Ona jest po prostu inna... Sama się wzbrania. Wiecznie wszystko SAMA. To słowo ją rani, ale co może zrobić osoba zraniona własnymi czynami?
Wraca do domu, zjada coś i znowu siada na łóżku. Za oknem już zmrok, a ona znów pragnie poczuć czyjąś dłoń no swoich plecach... Znowu czuje ciepło. Mimo wszystko, jest jej dobrze. Dziś zrozumiała, że chce mieć kogoś komu mogłaby zaufać, lecz nie ma nikogo takiego na świecie. W każdym razie ona go jeszcze nie zna. Choć wielokrotnie zastanawia się nad tym, czy pozna kiedykolwiek kogoś, kto będzie tym odpowiednim do zimowych wieczorów. Ale to daleka przyszłość, która i tak może się szybko zakończyć. Znowu te myśli... PO CO?? PO CO?? PO CO?? Po co przeżywać znowu taki sam dzień? Nic nowego nie wnosi on do jej życia.
Jeszcze dwa dni temu myślała, że kocha. A dziś siedzi znów sama na łóżku i zastanawia się. Tak łatwo się poddaje. Jest niepewna. Boi się własnej natury. Może potrzebuje pomocy? Krzyczy: "Nienawidzę Was". Ale sama nie wie do kogo kieruje te słowa. Do rodziców? Przyjaciół? Nieprzebytej jeszcze miłości? Tak bardzo chce kochać, że ta miłość ją morduje. Pali od środka. Czy wszystkie nastolatki mają takie myśli? Zastanawia się czy zakończyć to raz na zawsze. Jedyne, co ją teraz może uratować to miłość. Stara się, ale nikt jej nie chce. Czuje się brzydka i niepotrzebna. Wzgardzona i poniżona. A jednak wciąż żyje! Jest wśród nas, co wieczór siada na swoim łóżku i czuje ciepło. Wie już, że nie chce schodzić z tego świata za szybko. Ale wie też i tego pragnie najbardziej, by wreszcie ten ktoś dostrzegł ją i pokochał, mimo iż on sam nie istnieje...
Płaczę, ponieważ...nienawidze WAS Facetów! Jako 16 latka padłam ofiarą gwałtu przez mojego ex- chłopaka.. Tyle lat mineło... tyle słów pocieszeń.. durnego wmawiania, że nie wszyscy tacy są... to ten wiek... potem.. zobaczysz pójdziesz na studia tam im co innego w głowie. Główno a nie w glowie! Wszyscy jesteście tacy sami! Tylko sex wam w głowie! Już nawet nie chce mi się odpowiadać na wasze głupowate zaczepki w tramwajach albo inne laikowate formy podrywu. Nie ufam. nie zaufam i nie dam szansy na zbliżenie się choć na krok. Nie jesteście tego warci.
nigdy nie miałem dziewczyny - zawsze coś nie wychodzi. Zaczynam się spotykać się z kimś, to zaraz albo dziewczyna wraca do byłego, albo stwierdza, że jestem tylko materiałem na świetnego przyjaciela... Czy tylko na przyjaźń zasługuję? Nie jestem piękny, ale też i brzydki, mam wykształcenie, dobrą pracę, studiuję jeszcze dodatkowo zaocznie, mieszkam w stolicy. W pracy pracuję z 4 kobietami, dogadujemy się świetnie... To jest przykre. Nie zabiję się z tego powodu, bo uważam, że życie jest piękne, ale smutne jest to, że jak wracam komunikacją miejską do domu, to wracam sam, wracam do pustego domu - jedynie moje zwierzątka czekają na mnie, a także mój komputer... Widać tak musi być...
Zawsze jestem traktowana gorzej. Zawsze jestem tą zapasową i nie potrzebną.
Ludzie lubią mnie i znają gdy sami coś chcą. nie moge na nikogo liczyć...
Nie patrzą na mnie jak na człowieka...
Patrzą na mnie jak na rzecz...
Jestem niekochana. Niemoge nikogo znaleźć. Czasem zastanawiam się nnie miłość nie czeka? Nie mam się do kogo przytulić. a głównie o to mi chodzi...
Przyjaciół okłamuje. Wymyślam sobie różne historie i rozpowiadam je wszystkim znajomym. Najlepszej "przyjaciółce" nagadałam tyle głupot, że myśli że nie jestem dziewicą i mam mega powodzenie, a ja nawet nigdy nie miałam chłopaka.
Nie mam osoby która naprawde zna moje życie. Nie moge nikomu o nim powiedzieć przez własne kłamstwa.
Ludzie mnie nie rozumieją bo mam 14 lat, a (nie chce żeby to brzmiało egoistycznie albo przechwalająco) jestem bardzo inteligentna. Poprostu mądrze mówię, wiem co mówię... Ale uktrywam to. Na codzień rżne głupa przed wszystkimi jestem niby szalona uśmiechnięta. Na twarzy mam uśmiech a w środku az wyje z bólu. Mnie porpostu boli serce... Bo jestem sama. Samotna. Czasem czuję że w szkole na lekcji zaczynają mi lecieć łzy. ale ukrywam je. robie wszystko by nikt ich nie widział. A z koleji gdy che zey ktoś widział moje łzy, to nie moge sie rozpłakać.
Już w 4 klasie zaczełam sobie zadawać ból. Teraz jest cięcie, walenie głową o ścianę, robie sobie przychary na ręku i gnębie się psychicznie w myślach...
Wstydzę się do tego komukolwiek przyznać.
Najgorsze jest, że czasem celowo odsłaniam sznyty, żeby ktoś je zauważył i wyciągną do mnie ręke...
A gdy już ktoś pyta się co mi jest - głupio wykręcam się kotem i zawzięcie tego bronię...
Chce się komuś wygadać a nie moge... Ze strachu aż mną trzęsie...
Nie wiem już co robić.
Codziennie boję sie, że zrobie sobie pożądną krzywde, że kiedyś wkońcu nie wytrzymam...
Mam dosyć samotności. Ze wszystkim jestem sama.
Smutno mi, bo... jestem romantykiem, który jest ciągle samotny. Jestem kimś, kto zauważa rzeczy niewidoczne dla innych. Urodziłem się z wadą genetyczną skóry, która sprawia, że nie wyglądam zbyt atrakcyjnie. Kobiety nie zauważają we mnie mężczyzny, a ja chce tylko kochać i być kochanym.
Jest mi smutno, bo ludzie krzywdzą się nawzajem; bo nie wiedzą już co to przyjaźń, honor, szacunek. Jest mi smutno, bo jestem wrażliwy, co znaczy, że łatwo mnie zranić. A ludzie potrafią ranić jak żadne inne stworzenie. Jest mi smutno, bo widzę jak ludzie są próżni. Boli mnie to, że Bóg pozwala na takie rzeczy.
Jest mi smutno, bo ludzie promują puste i "plastikowe" kobiety. I młode piękne dziewczyny biorą taki wzór i porzucają swoją kobiecość i urok dla samego wyglądu. Boli mnie to, że dla kobiet liczy się tylko siła, chamskość i pieniądze.
Boli mnie też to, że ludzie nie wiedzą już co to prawdziwa muzyka, słuchają tylko jakiś pustych piosenek bez sensu. Stawiających poziom tylko na dźwięki. Kto już słucha: Dżemu, Linkin Park, Lady Pank? A co się stało z ludźmi, którzy byli dobrzy? - zostali wyśmiani
Zajebiście smutno... Historia wielkiej wakacyjnej miłości.
On mnie rzucił.... ale od początku! Poznaliśmy się na wakacjach, niedługo później on wyjechał. Zaczęliśmy pisać, zaczęło nam siebie brakować. A po paru tygodniach on zwyczajnie napisał, że chce abym była szczęśliwa, lecz on tego szczęścia mi nie może dać... Przecież obiecał, że będzie przyjeżdżał, ja do niczego nie zmuszałam. Miało być tak pięknie! Święta razem, całe następne wakacje razem... A tu koniec. Nie mogę zrozumieć tej nagłej decyzji!! Niedawno temu kumpel powiedział mi, że on miał jeszcze 5 innych! Tylko się bawił... Jak to możliwe, kiedy on 'wszędzie' ogłaszał swą miłość do mnie? Nie wiem już w co wierzyć... Miłość przyszła tak szybko, z taką ciszą! Odeszła trzaskając drzwiami. Powoli się załamuję. T__T
Od ponad roku czuję totalną pustkę. Wcześniej smutek przychodził od czasu do czasu, na kilka dni, a potem jakoś było lepiej. Teraz praktycznie cały czas jest źle, bardzo źle. Kilka miesięcy temu zostawiła mnie osoba, którą bardzo kochałam. Nadal kocham i łudzę się, że wciąż nie jestem mu obojętna. Bo niby się przyjaźnimy... Ale nie wiem, na ile moje podejrzenia mogą być prawdziwe. Boję się zapytać, bo mógłby skłamać, a to zupełnie by mnie zniszczyło, odrzucenie. Zostawił mnie w najgorszym momencie. Właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebowałam jego wsparcia. Problemy w domu, szkole, z "przyjaciółmi", którzy tylko ich udają. To wszystko kumuluje się co raz bardziej, a ja z każdym dniem mam co raz mniej siły, żeby jakoś sobie poradzić. Wiem... Ciężko jest wspierać kogoś, kogo nie sposób pocieszyć. W dodatku kogoś, kto jest daleko. Ale wystarczało poczucie, że jest ktoś, komu zależy na mnie. Teraz jest tak beznadziejnie... Zamykam się przed ludźmi, chyba nawet mam jakąś fobię społeczną. Cholernie potrzebuję kogoś przy sobie, ale z drugiej strony... nie chcę nikomu ufać, nie chcę żeby znowu ktoś mnie zranił.
Dlaczego tak jest, ze znam chlopaka juz jakies 2 lata, jest cudwny, codziennie pokazuje mi dowody swojej milosci, jest czuly, kulturalny, nigdy mnie nie zdradzil, wszystko potrafi dla mnie zrobic, czuje sie przy nim bezpiecznie a... nie moge go pokochac i szaleje za dupkiem ktory tyle razy mnie zdradzil i nigdy mnie nie szanowal? :(
Smutno mi bo nie dostrzegacie drugiego czlowieka.. z tego forum robi sie jakies "chamskie zgromadzenie i rzucanie coraz bardziej obrazliwymi tekstami w ludzi" jakies glupie kontrowersyjne tematy typu "Zal mi was" "kaszaloty".. co to ma byc? Jak nie masz problemu i nie jest ci smutno, nie chcesz pomoc ani sie wyzalic tylko chcesz jaja sobie z ludzi robic bo ci sie nudzi to wypad!!!
Krzyczeć mi się chce, nic nie wyrazi jak bardzo kocham tego człowieka, tak... kocham to najodpowiedniejsze słowo... bo dlaczego mam sie dalej oszukiwać że nie kocham, kiedy kocham do bólu... do dziś nie umiem pojąć dlaczego Bóg chciał abyśmy się spotkali, dlaczego? kolejna próba cierpienia? On miły, troskliwy, zawsze umie podnieść na duchu, taką beznadziejna mnie... Myślę o nim kiedy się budzę, każde ubranie które na siebie wkładam ubieram żeby jemu się podobało, myślę o nim w autobusie i na przystanku, myślę o nim kiedy się uczę, myślę o nim kiedy kładę się spać... wszystko ładnie pięknie tylko że on już znalazł tą jedyną, tą z którą chce stanąć przed ołtarzem i ślubować jej wierność i miłość...
mnie traktuje jak przyjaciółkę, nic więcej z tego nie będzie... tak po prostu nic... on się we mnie nie zakocha, bo wiem jak bardzo jest zakochany w tamtej, opowiedział mi o tym pewnego dnia, nawet o tym nie wiedząc jak bardzo wbił mi nóż w serce... Nawet nie wiecie jak bardzo marzę teraz żeby on przyszedł do mnie i powiedział że mogę mu namieszać w życiu, że chce u mnie zostać, że on też kocha, ale tak nie będzie nigdy... nigdy... nigdy... im dłużej to powtarzam to tym bardziej nie mogę o nim zapomnieć... Powiedz mi proszę, po co się spotkaliśmy, po co może mi to ktoś logicznie wyjaśnić... boje się że do końca życia będę żyć tylko marzeniami o nim... nie chcę tego... KOCHAM GO i boję się że to nigdy się nie zmieni... Boże dlaczego?
Eh..nawet nie wiecie jak jest mi ciężko. Jestem chora na cukrzycę, coraz gorzej się czuję, moja najlepsza przyjaciółka się ode mnie odwróciła, wszyscy chcą, żebym była inna -.- a ja nie mam zamiaru ! jestem kim jestem .. nie ma odwrotu.. wszyscy się ode mnie odwrócili, tak naprawdę zostałam sama. I zapewne sama zostanę. Tylko ja i moja tajemnica..
Jest mi smutno, bo mam dzisiaj swoje 21 urodziny, a wszyscy o nich zapomnieli...nawet tata :( zawiodłam sie na znajomych, ponieważ nawet na tablicy na fb nie mogą napisać życzeń ;/ chociaż ja o ich urodzinach pamiętam...nawet przyjaciółka, która miała 2 miesiące temu urodziny, której zrobiłam stos naleśników w akademiku nie może mi nic napisać. Zawiodłam się ;/
Smutno mi, bo...jesteście źli.dlaczego?
1.oceniacie po wyglądzie
2.naśmiewacie się z biednych ludzi
3.zabijacie
4.bijecie
5.gwałcicie
6.jesteście wredni
7.życie innych ludzi nic nie jest dla was warte
8.wyzywacie biednych ludzi(np.otyłych,brzydkich,biednych,pryszczatych idt.)
9.myślićie tylko żeby zbzykać jakas fajna laseczke
10.zadumane w sobie narcyzy.
DOBRA DZIEWCZYNA NIE TAKA JAK INNI POJEBAŃCY Z TEGO ZADUPIA
Nie traktuję tego jako zabawę, chcę powiedzieć co czuję, bo nigdy nikomu tego nie mówiłam i tego nie zrobię. Co innego w internecie, gdzie nikt nie wie, że piszę to ja. Otóż, nigdy nikogo nie kochałam, nie mam prawdziwego przyjaciela (jedynie 4 bliższe koleżanki - psiapsióły można powiedzieć, ale nie zwierzam im się ze swoich uczuć). Mimo, że jestem ładna (tak mi wszyscy mówią) i wszyscy mnie zawsze lubili, gdyż w towarzystwie jestem bardzo wesoła (też wiem z innego źródła niż mój własny pogląd) to jednak mi czegoś w życiu brakuje. Nawet wiem czego. Bliskiej osoby. Kochanka, przyjaciela. Kogoś z kim bym spędzała wolne chwile. Do tego dochodzą "problemy dnia codziennego" - rodzice ciągle mówią mi jaka to jestem głupia, nie mam w nich żadnego oparcia. Nawet mimo wielu prób przekonania rodziny do zwierzęcia, nie mam go, i nie mam nic, nikogo kogo bym mogła wieczorem przytulić. A tak bardzo tego potrzebuję... Wiem, że nikt tego nie przeczyta, ale cieszę się, że mogłam to napisać...
PROSZĘ DORADŹCIE MI....DOBRE DUSZYCZKI
Chłopak 200km ode mnie. Wiecie w czym problem??
Nie tęsknota tylko problemy z widywaniem się....
W domu u mnie nie możemy się widziec i nocować bo mój ojciec jest agresywny, moja siostra mieszka osobno ale ma swoje kłopoty z narzeczonym...
wiec jeżdzę do chłopaka u którego mieszka babcia w jednym pokoju....i ona musi albo jechac gdzieś albo spac na materacu....
ciągle też nie mogę JEJ tak wykorzystywac bo to nie ładnie....i co mam robić?POMÓŻCIE...DORADŹCIE COŚ....
jego babka ma wonty że ciagle ja przyjeżdzam...(niby mnie lubi,ale jest stara72l.i pojebana) i co mam zrobić?
POROZMAWIAC Z JEGO MAMĄ I BABCIA I PRZEPROSIĆ...WYTŁUMACZYC?
I SIOSTRĘ TEŻ PROSIĆ ...(WIELE RAZY JA JEJ POMOGŁAM)
Jest beznadziejnie... Czuję się odizolowany od reszty świata,a najgorsze, że sam nie potrafię tego zwalczyć. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi i przez to zaczynam tracić wszystkich znajomych. Żyję jedynie szkołą, ale już tak nie potrafię.
Czasem potrafię wykrzesać z siebie radość, ale nie zawsze i wtedy nikt mnie nie rozumie. Na dziewczynę nie mam co liczyć.
Jedną miałem i nic nie zapowiada szansy na inną...
A potrzeba mi jedynie kogoś kto zrozumie i naprowadzi. Ciężkie jest życie takiego jak ja, ale w końcu się poddam...
Jestem żałosna! Nie mam chłopaka, a chcialabym mieć. :( Dzisiaj zagadał mnie jakiś w szkole, a ja zapomnialam języka w gębie! Kurczę, jakie to jest przykre... Dlaczego jestem taka nieśmiała?! :( żałosna, żałosna, żałosnaaa! :/
kurde jestem dosc fajnym facetem pragne miec dziewczyne ale nie moge Jej znalezc jeszcze to glupie uczucie ze nie zasluguje na fajna dziewczyne bje sie reakcji kumpli oraz innych ludzi wkurzam sie o to na siebie
Jestem samotna. Mam chłopaka i wielu znajomych ze studiów itp., ale takich raczej tylko na "cześć, co słychać". Nie mam przyjaciółki której mogłabym się zwierzyć. Nie mam przyjaciół z którymi mogłabym chodzić na imprezy. Wieczory spędzam samotnie albo z rodziną albo z chłopakiem, który chyba ma mnie już dość.
Może to śmieszne ale nie wiem jak zdobyć przyjaciół albo chociaż dobrych znajomych. Może macie jakieś rady?
Jest mi smutno bo, właśnie przez chwilą do drzwi mojego mieszkania zapukał bezdomny. Młody facet jakieś 25 lat. Nie prosił o wyłącznie o pieniądze, ale zapytał o jedzenie. A, że mam 15 lat to zapytałam się mamy czy ma kase, a ona jak zwykle, że nie. Później spytałam czy ma jedzenie, a ona też, że nie. Tak mi wstyd było kiedy musiałam podejść do drzwi i skłamać mu, że jedzenia nie mamy, co przecież jest ewidentnym kłamstwem. Kiedy mówił trząsł mu się głos, napewno było mu zimno, a ja nic nie mogę zrobić. Moi rodzice w ogóle nie potrafią pomagać, bo pewnie uważają, że ludzie bezdomni nie mają nic z własnego wyboru, że każdy z nich jest alkoholikiem albo narkomanem. A ten chłopak prosił o jedzenie, które ja właśnie sobie robiłam... Tak mi źle, że wychowuję się w takiej rodzinie, z takimi rodzicami. Gdybym tylko była sama w domu dałabym mu coś, ale moi rodzice są kompletnie znieczuleni na taki los. Popłakałam się, bo ja mam wszystko, a on się trzęsie na dworze. Dziś byłam z psem tylko 3-4 minuty, bo tak mi wiało po uszach i zimno było, a dla tego chłopaka to całe życie ;(
Nie wiem czemu ale jest mi bardzo smutno w duchu i odczuwam pustkę , pisze wiersze nie mam weny , 12-letnia sąsiadka się we mnie zakochała , a co najgorsze nigdy nie miałem dziewczyny , i do tego dochodzi monotonia życiowa , szkoła , dom , szkoła , dom etc.
Jak urozmaicić sobie życie co ? jak nadać chwilowego sensu dla tej wiecznej monotonii ?
nienawidzę tego kraju, nienawidzę tego świata, nienawidzę ludzi PRAGNĘ TEGO ŻEBY SIĘ MNIE BALI I CZULI DO MNIE PODZIW I RESPEKT ABY SIĘ NAWET BALI PIERDNĄĆ BEZ MOJEJ ZGODY ABY MNIE NIENAWIDZILI I CZULI TYLKO BEZRADNOŚĆ W SPOTKANIU Z MOJĄ OSOBĄ
NIENAWIDZĘ LUDZI NIENAWIDZĘ TEJ ZGRAI DURNYCH CHAMSKICH, LUB WIECZNIE DOŁUJĄCYCH LUB ZATRUWAJĄCYCH MI ŻYCIE DEBILI
PRAGNĘ SIĘ ZE WSZYSTKIMI LUDŹMI ROZLICZYĆ TYCH CO MNIE KIEDYKOLWIEK WKURWILI ROZJEBAĆ AŻ SIĘ ZESRAJĄ, TYCH CO SIĘ ZLITOWALI WYNAGRODZIĆ
Przygnębia mnie, to, że jestem tak cholernie nieszczęśliwie zakochana.
Chodze do klasy z chłopakiem już trzeci ( i niestety ostatni ) rok. Kocham Go od początku drugiej klasy.
Teoretycznie kręciliśmy ze sobą, dużo gadaliśmy itp.
Wiem, ze mu się podobam, ale on powiedział mojemu koledze, ze mógłby się ze mną zabawić, ale być to by nie chciał. (żeby nie było nie puszczam sie, ani nic z tych rzeczy.!)
Znajomi mówią, ze powinniśmy być razem, bo świetnie sie dogadujemy, lubimy spędzać razem czas, lubimy się...
W ferie dzwonil do mnie mówiąc, ze tęskni, ze ma na mnie ochote, że tęskni bo się długo nie widzieliśmy.
W sylwka też tylko do mnie zadzwonił z życzeniami, żałował, ze nie spędziliśmy go razem ...
Czy to ze mną jest coś nie tak , czy może On ma rozdwojenie jaźni.? Raz ze mna kręci ,a raz olewa...
Pomóżcie. Może jest coś co powinnam zrobić, zeby być z Nim.?
Wiecie co? Jaka ja byłam naiwna :( To było za piękne, żeby miało być prawdziwe. Jak zwykle wyszłam na kretynkę... nie wiem co zrobić. Szlag mnie trafia.! :( nie chce tak... ;(
Wygląda to tak: Studenci. On 3 lata starszy. Oboje po toksycznych związkach. Ona się zakochała, on nigdy nie powiedział jej kocham. Przy osobach trzecich nazywa ją koleżanką. Znają się już niecały rok, raz na wozie raz pod wozem, ale co dziennie rozmawiają. Całują się, przytulają na każdym spotkaniu. Kiedy ona chce zerwać ,,związek'' ze względow etycznych ( Bo gdzieś na takiej fizyczności są granice) on nie pozwala jej na zerwanie kontaktu, mówi, że mu zależy na podtrzymaniu znajomości, że jest szczęśliwy że ją poznał, ale jej nie kocha i żeby się uspokoiła bo sex u niego jesto tylko w połączeniu z miłością i że niby nie ma tu szans na miłość. Opiekuje się nią ( choć nie przesadzajmy), relacja wraca do początkowego stanu rzeczy. Pewnego razu jednak kochają się i nad ranem on wychodzi, następnie nie odzywa się cały dzień. Co ona ma zrobić? Jak się zachować? Czy naprawde mu nie zależy? Chce sie tylko ,,bawić"?
Czy nie ma już na tym świecie prawdziwych romantycznych kobiet? tylko same dresiary z hh, skate'ki, plastiki itp. Im dłużej szukam kobiety, tym bardziej nie mogę uwierzyć jak świat się zmienił... jeszcze kilkanaście lat temu, kobietom zależało głównie na rodzinie, a teraz? Teraz pragną spełnienia zawodowego, idealnej pracy i ani myślą o rodzinie, dzieciach.. nie w głowie im zachody słońca, wieczory pośród pełni księżyca, czy też słodkie pocałunki w czasie deszczu.. ech :(
Nie potrafię już patrzeć na to wszystko, co dzieje się z naszym światem, tyle przemocy, tyle bólu, tyle cierpienia, człowieczeństwo się gdzieś zatraciło, brak jakiegokolwiek współczucia, totalna znieczulica, ludzie patrzą, aby tylko pod siebie robić, dzieci rodzą dzieci, dziewczyny w wieku gimnazjalnym sprzedają swoje ciała, gwałty, morderstwa, ludobójstwo w imię religii, wyższych wartości, dla pieniędzy. Ludzie giną, a reszta reaguje na to, jakby nic się nie działo, co musi się stać, aby człowiek zrozumiał jak ważne jest drugie istnienie, jak ważne jest tu i teraz.
Mam łzy w oczach, gdyż...wyprowadziły się moje kochane siostrzenice do swojego nowego domu razem z mama.Jedna 4 druga 2 latka w domu taka pustka ,że szok nie wyobrażałem sobie ,że az tak będę tęsknił,ciągle mi się chce płakac ,żaluję ,że ten dom stawiali...:(((
Miałam dziś bardzo trudną rozmowę. Musiałam powiedzieć komuś,z kim byłam przez 2 lata,że już nie będziemy razem. Najgorsze,że w głębi serca nadal go kocham,ale po prostu nam nie wyszło. Zbyt dużo rzeczy,które nas dzieliły,zbyt dużo bólu sobie zadaliśmy nawzajem... On się rozpłakał,mnie też rozkleiło,ale wiedziałam,że nie mogę tego cofnąć. Emocje są silne,ale złudne. Tylko teraz,choć wiem,że postąpiłam słusznie,coś tam kłuje miarowo w sercu...i tak ciężko jest,jakby coś umarło we mnie...
Hey. Zakochałam się w chłopaku. Dobrze nam się gadało i podrywał mnie, a ja jego... niedawno wziął mnie za rękę.. a wieczorem, kiedy z nim pisałam napisał , że podoba mu się inna... i ta dziewczyna jest moją przyjaciółką.. co mam zrobić.. : ( załamka.
jeden głupi żart zmienił moje życie..teraz jestem dla niego tylko koleżanką.. ale ja go nadal kocham ;( tak bardzo chciałabym cofnąć czas,ale się nie da.. zresztą.. on już chyba znalazł swoją królewnę ;( nadal ze sobą rozmawiamy,śmiejemy się.. ale to nie to co kiedyś.. ;( teraz już nie jestem dla niego wyjątkowa i kochana ;( tak mi źle gdy widzę jak spotyka się z innymi ;( tak bardzo chciałabym żeby dał mi jeszcze 1 szansę.. ;( ale on jej nie chce dac.. ;( to wszystko na nic ;( święta się zbliżają a ja znwou wpadłam w dół ;( tak bardzo Cię kocham Patryk..! ;(
Jest mi smutno bo tęsknie za swoim chłopakiem...wyjechał 2 tygodnie temu..Codziennie rozmawiamy,pzesyłamy sobie zdjęcia ale to nie to samo...bardzo brakuje mi jego szeptu.delikatnego dotyku,ciepła i zapachu jego ciała,głosu...często wyobrażam sobie że lezy obok mnie,że mnie obejmuje...wtedy płaczę....tęsknie za nim bardzo...
Kiedy nie ma jego...nie ma części mnie...
Często słucham tej piosenki Sara McLachlan-Angel
Wtedy rozumiem jak berdzo go kocham...Jestem wdzięczna swiatu,że pozwolił doświadczyć mi tak wspaniałego cudu jakim jest prawdziwa miłośc...
Czasem myśle,że to za te wszystkie okropności,krzywdy które mnie do tej pory spotkały...Za dość uczynienie od Boga...
Myślałam,że jeżeli to tej pory moje życie było przepełnione tragediami,to będzie tak już do końca...
Mam 18 lat.Jak na swój wiem przeżyłam wiele...
Zachorowałam na padaczkę...wszyscy się ode mnie odwrócili...w szkole wytykali mnie palcami...bali się koło mnie przechodzić na korytarzu.szydzili ze mnie.przez 3 lata gimnazjum zawsze siedziałam sama...na każdej przerwie zamykałam się w łazience,by inni dali mi spokuj...by już więcej nie robili ze mnie pośmiewiska..To było straszne...Kiedy poszłam do liceum...poznałam chłopaka...Byliśmy ze sobą i zrobiliśmy to...Ja po raz pierwszy...Powinno być to wydarzenie znane tylko nam dwojgu...Pomyślcie jak może czuć się dziewczyna,która uwierzyła chłopakowi,oddała mu to co w niej najcenniejsze a on rogadał to na tyle,że wiedzieli o tym wszyscy nasi znajomi i nie tylko...Nawymyślał takich okropności...wiedziało o tym całe moje otoczenie...wstydziłam się chodzić do szkoły...Nic nie miało sensu...Myślałam o samobójstwie.....ale nie poddałam się...
Teraz...Teraz mam jego...Jestem szczęśliwa i mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem.tylko,że tęsknie strasznie..
Tak więc nie wolno się poddawać.Jak widać z mojej histori,czasem są chwile gdy człowiek przytuliłby się nawet do jeża...że nic...naprawde nic nie ma sensu...ale przychodzi w końcu nowy dzień,ktory przynosi ze sobą dobrą nowinę...który może odmienić całe dotychczasowe zycie i wtedy nawet dawne męki mają sens bo przecież bez cierpienia nie rozumie się szczęścia....To nie przyjdzie od razu...z dnia na dzień...Ale uwierzcie mi..w końcu dobry dzień nadejdzie
Mam łzy w oczach, gdyż...Gdyz znowu zawala mi swiat.Myslalam,ze w koncu uloze sobie zycie.Mam 48 lat wiec juz za bardzo nie mam czasu na czekanie kiedy w koncu mi sie uda.Poznalam kogos na kim zaczelo mi zalezec,ale on jakis nie zdecydowany chociaz mowil,ze jest.Jego zona ciagle mu utrudnia nasze zycie a on to przezywa.Wtedy jest mi bardzo zle i lzy leca jak groch.....M
Nie wiem, czy na tym świecie są osoby będące w stanie pokochać osobę taką, jak ja, sam siebie nie lubię, gdyby nie fakt, że ja to ja, to już bym sobie wpierdolił.
Za pewne wysmiejecie mnie za moje problemy, ale trudno. Musze to w koncu z siebie wyrzucic.
Tak, czuje sie samotna. Jak 90% ludzi tutaj. Chcialabym sie zakochac. A raczej zeby ktos we mnie. Dlaczego zawsze lokuje swoje uczucia w osobach ktore sa zajete badz poza moim zasiegiem?... Nigdy nie trafilam na chlopaka ktory poczulby cos do mnie... To dobija, ze przez tyle lat nikt na Ciebie nie zwrocil uwagi, tym bardziej ze jestem osoba ktora wychodzi ze znajomymi w miare czesto. I nigdy nikogo takiego nie poznalam.
Kolejna rzecz to przyjaciolka. W ostatnim czasie kompletnie sie oddalilysmy. Kiedys gadalysmy o wszystkim (prawie) teraz ma nawet problem pogadac ze mna chociazby co u niej, co robila z chlopakiem, cokolwiek. Wiem, ze to pewnie nie jest tylko jej wina, bo wiem ze mam ciezki charakter...
Nie wiem. Pogubilam sie. Caly ten tekst nie ma ladu ani skladu...
Nie wiem kompletnie co mam robić. Chłopak który mnie tak bardzo kochał(podobno) nagle się ode mnie odwrócił akurat w tym momencie, kiedy ja go pokochałam, mówi że nie chce mu się ze mną pisać, ani gadać, a ja nie wiem o co chodzi...
Nienawidzę się ; ((( Nienawidzę, za to, że tak potrafię się do kogoś przywiązać. ; ((( obiecywał, że na zawsze tylko ja. ; ((( a teraz co? ; (((( zostawia mnie samą ; (((( nie wiem co mam robić ; ((( mam dosyć ; ((((
Siedzimy w klubie on ją przytula, dotyka, głaszcze, delikatnie całuje, a ja siedze obok i patrze... serce mi sie kraja bo kocham go jak nikogo innego, ale proboje na siłe się uśmiechać, wkońcu nie wytrzymuje z łzami w oczach wybiegam nie żegnając się z nikim, a on bezczelnie biegnie za mną i pyta: "dlaczego już idziesz?"
Czasem tak mi strasznie smutno.
Miałam kiedyś cudownego chłopaka :) Byłam naprawdę szczęśliwa. Pewnego dnia powiedział mi, że 'chyba to już nie jest to', ale nie mogłam w to uwierzyć, mi było z nim tak dobrze.
Potem powiedział, że chyba po prostu 'stać go na coś lepszego'. Minęło już pół roku. Staram się żyć normalnie, chociaż jest ciężko, bo mieszkamy blisko siebie i często mimowolnie na niego wpadam (na przystanku itp.). Tak wieczorami to bardzo często o tym myślę. No i robi się smutno :(
Mam już dosyć tego życia, ból istnienia staje się nie do zniesienia. Chyba już od urodzenia odczuwam psychiczny ból. Za cokolwiek się zabiorę, zacznę o coś walczyć, zależy mi - zawsze albo ja zawalę, albo wydarzy się, co sprawia, że jest jeszcze gorzej, niż gdybym nic nie robiła. Nie mam pracy, nie mam faceta, nie mam paczki przyjaciół, i chyba nie mam już nadziei, że może być inaczej. Tyle razy w życiu próbowałam, i za każdym razem kończy się beznadzieją... nie mam już ochoty podejmować się niczego, bo wiem, że znów spadną mi na głowę kamienie, a jednocześnie muszę, bo żyję i nie mam innego wyjścia! Może to niewdzięczne, ale mam pretensje do własnych rodziców za to, że mnie powołali do życia. Wolałabym nie istnieć nigdy. Dlatego też nigdy nie chciałam mieć dzieci - nie chciałabym nikomu zrobić tego samego.
Pewnie część z Was już zamierza napisać komentarz o tym, zeby zaufać Bogu itp. I wiecie co - ufałam, całe życie, jeździłam na rekolekcje, modliłam się, oddałam mu całe życie. I co? Jeśli "On" istnieje, to niewiele ma wspólnego z miłością, dobrem i litością. Nade mną nie ma litości, czuję, że sprawia mu wręcz przyjemność wymyślanie mi kolejnych tortur i patrzenie, jak się męczę. Jakoś w swoim życiu nie czuję Bożej opieki, czuję natomiast niezwykle silne Zło.
Mam już dosyć, opadam z sił. Chce mi się wyć. Najchętniej zasnęłabym na zawsze...
Smutno mi bo moja narzeczona razem z mama byc moze wyprowadzi sie daleko ode mnie:( gdyby moi rodzice sie zgodzili wzialbym ja do siebie...ale oni sie nie zgodza i odlglosc nas rozdzieli na zawsze:(
Prawie codziennie widuję się ze swoim byłym chłopakiem... Chodził ze mną żeby zrobić na złość innej, a potem ona przestała go już interesować, mnie po prostu olał, potem zaczął kręcić z inną (z którą się przyjaźniłam) a teraz szaleje za jej kuzynką... Nie mogę uwierzyć że są tacy faceci... :( :( Teraz prawie każdego dnia widzę jak on do niej "zarywa"... aż słów mi brakuje... a najgorsze jest to że wszyscy wokół przez niego mają mnie gdzieś ;(
Czuję smutek, ponieważ mój tata jest alkoholikiem, mieszkam w małej dziurze zabitej dechami, wstydzę się zaprosić kogokolwiek do domu, bo.. są niefajne warunki( nie mam własnego pokoju i łazienki ), nie mam prawdziwego przyjaciela, z którym mogłabym o tym porozmawiać, nie mam też odwagi by się przyznać, że moje życie nie jest usłane różami i udaję, że wszystko ok.
żałosne, wiem, ale chyba nie umiem inaczej..
Nie rozumiem tego listu od mojej dziewczyny.
Naprawde nie wiem o co jej chodzi... to normalne ze ludzie sie kluca... wcale nie robimy tego czesto. mysle ze moze 2 razy w miesiacu sie zdaza i zawsze to rozwiazujemy. Tylko slowa padaja przykre to tylko slowa ponizej jej list nie wiem co odpisac:
"
To co pisze to nie efekt retrospekcji 3 ostatnich dni, ale bardziej 6 ostatnich mcy (albo dluzej).
mysle ze najbardziej ranie cie tym, ze nei jestem z toba szczesliwa. Z tego wynikaja inne bezposrednie przyczyny dla ktorych ty nie jestes ze mna szczesliwy (np rzadko chce sie z toba kochac). Oczywiscie sa momenty kiedy jestem. Ale zbyt wiele jest momentow, w ktorych nie.
Zbyt male odstepy sa miedzy naszymi klotniami. Dla ciebie wiekszosc z nich to blahostki - dla mnie zadna klotnia w ktorej powiesz choc jeden tekst w stylu "przepraszam ze dalem ci szanse abys mi pomogla" albo "nie obchodza mnie twoje problemy, mam wiele swoich" albo po prostu "idz sobie stad" nie jest blahostka. Wiem ze mowisz to w zlosci, ale to nie zmienia faktu ze do mnie takie rzeczy trafiaja. I nie potrafie zaakceptowac ze mozesz czuc potrzebe mowienia ich do mnie. Nie rozumiem tego. Tutaj sie najbardziej roznimy. Jest tyle innych lepszych sposob na prowadzenie klotni niz mowienie sobie przykrosci. Wybierasz ten, ktory ci najlatwiej przychodzi - przykro mi ze najlatwiej przychodzi ci obrazanie mnie i strzelanie swoimi negatywnymi myslami w druga osobe. I nawet jesli racjonalnie rozumiem ze to byl efekt twojej zlosci, to nie potrafie tak po prostu szybko zapomniec. Nazwij to wrazliwoscia jak chcesz.
Byc moze po prostu nei wiesz jak mnie uszczesliwic - mam nawet wrazenie, ze ty nieakceptujesz tego, co ja daje ci do zrozumienia ze mnie uszczesliwia, albo nieakceptujesz tego, co mowie ci ze mnie unieszczesliwia, i starasz sie mnie przekonac, ze to mnei wcale nie musi unieszczesliwiac. To nie zadziala tak...
Nie jestem soba - w roznym sensie. Na przyklad w takim, ze naginasz mnie abym akceptowala rzeczy ktore sa wbrew mojemu poczuciu sensu.
Zazwyczaj w koncu moje uczucia do ciebie wezma gore i zapominam o tym co sie stalo. Ale zanim zapomne, to mam do ciebie zal. Czesto nawet jak juz raz zapomne, to ten zal czasami wraca. Wtedy zamykam sie przed toba, bo kojarze cie jako kogos kto mnie rani. Zamykam sie i dystansuje. Wtedy nie potrafie sie normalnie do ciebie odnosic, bo czuje wiele zalu. Nienawidze siebie takiej jak z tych momentow. Chcialabym nigdy taka nie byc. Ale nie wiem jak inaczej moge reagowac. Jak moge sie otworzyc przed kims, kogo zachowania nie akceptuje? A kto wymaga ode mnie abym je akceptowala i potrafila je ignorowac i byla szczesliwa w ten sposob?
Byc moze myslisz, ze to w takim razie trzeba sie ze mna obchodzic jak z jajkiem. Ja bym to nazwala inaczej - ze mna trzeba sie nie klocic - nie w taki sposob, jak ty to robisz. Nic nie jest warte przezywania tych klotni. I kompletnie nie widze powodu, dla ktorego w moim zwiazku mialyby wystepowac takie klotnie. Taki zwiazek nigdy nie da mi poczucia bezpieczenstwa.
Innymi slowy, nie jestem soba, bo czesto jestem przy tobie smutna. Kocham cie, ale ta milosc nie wydobywa ze mnie tego co najlepsze, tylko czesto to co najgorsze - smutek (i to nie tylko moj ale tez twoj).
To czego w tobie nie akceptuje to to, ze zbyt latwo przychodzi ci wyladowywanie na mnie zlosci slownie. Nie umiem tego zaakceptowac, bo tego sie nei da zniwelowac normalnie wiesz? Nie przy takich proporcjach jakich doswiadczamy. Jedno 'przepraszam' nei zbilansuje tych negatywnych emocji, jakie zdaze poczuc gdy wysluchuje od ciebie jednej serii przykrosci.
Czuje ze ty nie akceptujesz wrecz mojej wrazliwosci (albo nazwijmy to oczekiwaniami wzgledem ciebie), skoro tak czesto mnie cwiczysz w jej wyprobowywaniu i utwardzaniu. Wolalbys zeby po mnie totalnie splywalo to co mowisz, zebys mogl sie dowoli wygadac jak ci sie zywnie podoba, kiedy akurat czujesz zlosc. Tylko ze jesli zabijesz we mnie ta wrazliwosc, to bede tak samo nieczula na twoje przykrosci, jak i na twoje pozytywne uczucia. Po prostu zamkne sie przed toba. Jesli mam byc soba, to z cala moja wrazliwoscia, ktora uwazam ze jako osoba na ktorej ci zalezy powinienes... jakby to powiedziec, akceptowac? szanowac? I na pewnie nie nauczysz mnei wlasciwego podejscia do ludzi testujac moja wrazliwosc na swoich negatywnych zachowaniach.
Nie zniose kolejnej klotni - nie znioslam juz tej jak widac. Twoj sposob okazywania negatywnych emocji wobec mnie jest nieakceptowalny.
Nie chce poswiecac mojej energii zyciowej na uodparnianie sie na twoje teksty i wznoszenie sie na wyzyny wyrozumialosci. Nie na tym polega zwiazek dwojga ludzi... Zawsze myslalam ze chce byc z kims po to aby sie rozwijac przy nim - natomiast to co ty we mnei najbardziej stymulujesz (obecnie), to tlamszenie mojej wrazliwosci i przyzwyczajanie sie do tego, ze ludzie moga ignorowac moje uczucia, dowolnie mnie objezdzac i to zupelnie normalne i powinnam to najzwyczajniej w swiecie olewac. Ta umiejetnosc juz mam i uzywam z powodzeniem wobec innych ludzi, ale absolutnie nie chce jej stosowac wobec kogos, kto z definicji bycia moim partnerem zyciowym nigdy nie powinien tak postepowac wobec mnie :(
Smutno mi, bo zastanawiam sie ile razy mozna sie pomylic... Tak po prostu. Kolejny aniol okazuje sie pusta szmata... Nie moge w to uwierzyc, wychodz na to, ze wszystko bylo klamstwem, ze ona nigdy nic do mnie nie czula. Patrzac w jej oczy czulem sie panem swiata... To mi wystarczylo...tylko tyle. Do dzis o niej mysle, ale od dzis inaczej... Pisze to na tej stronie nie dlatego, ze oczekuje zrozumienia... Po prostu chcialem to z siebie wyrzucic.
Dlaczego tak jest, że... chce mi się płakać. Bez Ciebie jest mi źle . Gdy ktoś wspomina mi o Tobie już mi gardło ściska nie umiem nic więcej powiedzieć. Spieprzyłam to. Nie widziałam tego że jesteś taki niesamowity! Jeśli się do mnie przytulisz zostane najszcześliwsza kobietą tylko prosze Cie zostań i wybacz mi skrzywdzenie. ; (
Do moderatora: może uda się zrobić jakiś czat dla zalogowanych na portalu?
Wszyscy, którzy się zgadzają proszę o plusik aby wiadomość była zauważalna.
Pzdr :D
Jestem idealna, wspaniała, cudowna, piękna, czuła, szalona, nawet moje dłonie zasługują na zachwyt... od chłopaka, który nic do mnie nie czuje. Nie mam ochoty już żyć. Poznaliśmy się właśnie tutaj. Nie wiem kiedy, rok może dwa lata temu. Miał problem z dziewczyną. Pisaliśmy ze sobą, chyba mu troszkę pomogłam. Potem była cisza, ja miałam chłopaka, a on był z nią. Mój związek zaczął się sypać... nie było w nim miłości. Była przyjaźń i pożądanie. Tylko tyle... aż tyle, ale za mało, by stworzyć związek. Rozstaliśmy się, było mi ciężko, załamanie, depresja... takie tam. Pewnego dnia napisał ON. Co u mnie, jak się mam... Wyżaliłam mu się, a on mnie pocieszył. Zaczęliśmy pisać częściej, poznawać się. Stał się nałogiem. Rano wstawałam i czekał na mnie sms z miłym powitaniem. W szkole ciągle pisałam smsy, w domu siedziałam na gg. Zaniedbałam naukę, znajomych, mało spałam. Zawsze poprawiał mi humor, sprawiał, że zasypiałam i budziłam się z uśmiechem. Wyleczyłam się z byłego. Ale tak nie mogło być, bo on miał dziewczynę, a nasz kontakt stawał się coraz "dziwniejszy". Zerwaliśmy kontakt. Usunęłam wszystkie zdjęcia, numery. Żadnego śladu po nim. Wróciłam do normalnego trybu życia. Spotykałam się ze znajomymi prawie codziennie, imprezowałam, poprawiłam oceny, wysypiałam się. Ale nie byłam szczęśliwa.
Pewnego dnia weszłam na pocztę, a tam mail od niego po ponad miesiącu ciszy. Serce zaczęło mi szybko bić. Pytał co u mnie,i że nie mógł się powstrzymać od napisania do mnie. Odpisałam, potem on znowu napisał. Kilka maili na tydzień. Potem pisaliśmy na czacie na FB no i znowu przenieśliśmy się na stare zwyczaje i wszystko wróciło. Okazało się, że rozstał się z dziewczyną, cierpiał, ale był twardy. Ma przez z nią problemy z policją. Utrzymywaliśmy kontakt całodobowo, non stop. Moje myśli błądziły ciągle wokół niego. Czułam to, jak on się czuje. Było mi źle, kiedy on był smutny i cieszyłam się, kiedy był wesoły. Spotkaliśmy się. Okazał się być dokładnie taki jak go sobie wyobrażałam. Miły, słodki, męski, czuły... idealny. Spędziliśmy razem cały dzień. Było mi cudownie, czułam się bardzo szczęśliwa. Całowaliśmy się i pierwszy raz w życiu czułam coś takiego. Wszystko zniknęło i czułam tylko jego, chciałam tak trwać wiecznie. Odjechał, a ja zostałam totalnie uchachana, w siódmym niebie. Zakochałam się. Przez następne trzy dni byłam przekonana o tym, że on czuje to samo, ale się myliłam.
On niczego nie czuł, był zimny. Mimo to ciągle powtarzał jaka jestem cudowna i idealna. Teraz wiem, że może i tak myśli, ale nie wiąże się z tym nic więcej. Żadne uczucia, emocje...
Jestem teraz pusta, czuję tylko ból, gorszy od fizycznego. Mam ściśnięte gardło, nie mogę pić. Całą noc płakałam i wymiotowałam. W akcie desperacji napisałam do byłego, że go potrzebuję, że potrzebuję jego czułości. Opisałam mu o co chodzi i zaproponował spotkanie. Zgodziłam się, ale muszę to odkręcić, bo to nie jest rozwiązanie. To niczego nie zmieni. Zasnęłam ze zmęczenia i oczywiście śnił mi się. Był z nią. Drobna, niska blondynka, lekceważąco na niego patrzyła, ale on za nią biegł z oczami pełnymi miłości. Bolało, ale czułam coś niby radość, że jest szczęśliwy. Obudziłam się nad ranem i przeszył mnie znowu ten okropny ból. Wybuchłam płaczem, było mi zimno, chociaż termometr wskazywał 25 stopni. Wyszłam na balkon, przewiesiłam głowę przez balustradę i wyłam. Potem siedziałam na łóżku patrząc ślepo na ścianę i czułam jego zapach. Czułam go wszędzie i jego ciepło. Drżałam. Zeszłam do łazienki i stałam przed lustrem pół godziny, myśląc o tym, że wolałabym się dowiedzieć, że umrę za tydzień, niż, ze on mnie nie kocha. Ubrałam się w dres, związałam włosy i poszłam dalej leżeć w łóżku. Mama weszła do pokoju i zaczęła wywód na temat moich spuchniętych oczu, że pewnie znowu całą noc siedziałam i pisałam z KIMŚ. Wstałam, naciągnęłam uśmiech na twarz i przywitałam się z ojcem i bratem. Co chwilę odchodziłam na bok, żeby zasłonić łzy, które same się cisnęły z oczu. Totalnie nie wiem co robić. Czuję się rozdarta. To wszystko było jak bańka mydlana.
Nic już nie wiem. Nie chce mi się żyć, chcę zniknąć. Nagle wszystko straciło jakikolwiek sens. Chyba nie zasłużyłam na szczęście.
Jestem: wysoki, bystry, mądry, czuły, wyrozumiały, opiekuńczy, rozsądny, schludny, zadbany, romantyczny
Mam: 20 lat, niebieskie oczy, poczucie humoru, czasem szalone pomysły, umiar w piciu
Umiem: gotować, prać, prasować, sprzątać, wszystko naprawić i zachować się odpowiednio do sytuacji
Chcę: być dla kobiety oparciem, dawać jej przyjemność, poczucie bezpieczeństwa, być przy niej, słuchać jej, szanować ją, uszczęśliwiać ją
Żadna kobieta nie jest mną zainteresowana jako chłopakiem
Czy istnieje na tym świecie jakiś normalny chłopak? Który potrafiłby docenić w dziewczynie jej wnętrze? Który pokochałby jej uśmiech, jej głos, oczy, a nie tyłek i to, że jest łatwa? Zwykły chłopak, który nie patrzy jedynie na tlenione blondynki i dziewczyny, które nie pokazują się nigdzie bez tony tapety? Chłopak, który nie jest idealny, nie wygląda jak super macho?
Jeśli istnieje to proszę, niech się odezwie...
I co, znowu Cię spotkałam, nie chciałam, nic nie wiem z tej sztuki, a Ty, ty też nic z niej nie wiesz, więc dlaczego podjąłeś taką decyzję... Ty wiesz, co ja czuję, niestety nie jestem dobrą aktorką. To ciekawe, od wczoraj totalny dół, moja dusza, moje serce, moje ciało wyrywa się do Ciebie... a rozum mówi nigdy więcej, a on mówi stop. Wiem, że on ma rację, więc dlaczego ciągle jeszcze tak chorenie boli... Dlaczego muszę Ciebie spotykać... Wiem że też cierpisz, ale w przeciwieństwie do mnie Ty cierpisz na własne życzenie, wiedziałeś, że nie jesteś wolny, wiedziałeś i nie powiedziałeś... A ja byłam na tyle głupia, że nie zauważyłam... za szybko się zakochałam... Tylko cholera po roku powinno już przejść, a boli cały czas tak samo... Ona nic nie wie... jak chciałabym jej powiedzieć, jakiego dupka ma faceta, tylko po co ranić kolejną kobietę... wiesz, dużo osiągnąłeś na plaszczźnie zawodowej, ale w życiu prywatnym jestes zerem... kiedy to dotrze do mojego serca?
Nie widzę sensu w moim życiu. Jestem gruba, wredna, przemądrzała.
Bardzo łatwo mnie obrazic i od razu się focham, czuję się szybko urażona.Nazywają mnie transem...niby żarty ale za każdym razem boli. Jestem zazdrosna,że moja przyjaciółka ma faceta, a mnie ciągle nikt nie chce..I ostatnio uzależniłam się od grania w simsy.
Jaracie się katolicyzmem bo naprodukowali masę historyjek z nieprawdopodobnymi historiami, magicznymi mocami i prawdziwej przyjaźni ratującej świat. Jak myślicie czemu właśnie z kościoła wypływa najwięcej skandali pedofilskich ? Bo mają nudne życie i to jest jedyne co im je urozmaica, w dwugodzinnej przerwie między modlitwą i snem. Dupa im po ich zaawansowaniu duchowym i mądrościach skoro mają życie gorsze od najgorszych stulejarzy? 40% populacji kościoła katolickiego rucha małe dzieci, a obżeranie się kiepskim winem i opłatkami nie jest ani smaczne ani zdrowe. W szkołach już od podstawówki modlą się po 10 godzin ZEGAROWYCH dziennie. I w przeciwieństwie do protestanckiego systemu, gdzie Seby gówno się modlą, nie poszczą, i jeszcze ich w rękę pocałują że chciało im się przyjść do kościoła, tam normą jest biblia na pamięć przez 2 dni, bo jak nie to hańba i ekskomunika. Ministranci mają 2 tygodnie wakacji, i chyba 2 święta w roku w których z łaski swojej dostają 1 dzień. Z pracą praktycznie tak samo. Katolicy w gruncie rzeczy są bardzo nieszczęśliwymi ludźmi, najczęściej popełniają samobójstwa, i nigdy nie mają czasu dla siebie. Dlatego następnym razem zanim zaczniecie wychwalać tamtejsze życie nasrajcie sobie do ryja.
To samo z jaraniem się kulturą i historią. Ojej były jezusy, maryje i płonące krzaki. Super kultura. Jeste jezuse mam krzyż, jeste elitarne. Ale tą część historii że katolicy byli najwybitniejszymi mordercami, psychopatami i chorymi skurczybykami, oraz to że za cudotwórców których wychwalacie, 99% ich ludzi na przemian spało i uprawiało wino to pominiecie.
KULTURĘ, to mieli grecy w starożytności, bo mieli demokrację i filozofów, a w katolicyzmie bez zgody księdza to wieśniak nawet wysrać się nie mógł. W dodatku po drugiej wojnie światowej w polsce było pełno pedofilów i burdelów z dziećmi, katolicy którzy mieli własne uprawy rolne wykorzystywali nieletnie dziewczynki w zamian aby rodzice mieli trochę wina mszalnego czy innego gówna. Jesteś chorymi psychopatami.
Większość jarających się katolicyzmem w głębi duszy chciałoby posuwać takie młode dziewczynki, to jest chore. W dodatku, że takie dziewczyny są nieletnie. Niektóre płaskie, niektóre nie, jednak są nieletnie, w Watykanie to jest legalne jednak u nas nie i to czyni z was - wyznających katolicyzm - pedofilami lub mających tendencje na pedofilów.
To tyle, osrałem was, jeśli ktoś czyta te biblijne bajeczki za młodu to nie jest tak źle, jednak jeśli ktoś je czyta w wieku powyżej 18 lat to ma preferencje na pedofila i groźnego psychopate, taka jest prawda, ludzie bez życia
Pielgrzymki - spotkania ludzi, którzy mają naprawdę smutne i szare życie. w swoim mieście są nikim, nie znają nikogo, jednak jeżdzac na pielgrzymki faceci mają nadzieję, że w końcu rozdziewiczą jakaś małą dziewczynkę, a dziewczyny że jakiś ksiądz je napastuje. Nie muszę wspominać, ile brzydkich dziewczyn jest na pielgrzymkach, ale nie chce was obrażać. To jest chore, aby 20 letni człowiek modlił się do wyimaginowanych postaci.
Chrześijański rock - NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO. Jest rock, a ten gatunek jest w różnych językach. To, że o bogu ma być jakiś inny? Równie dobrze można używać Islam-rock, Protestancki-rock, Byddyjski-rock, itp. To podobnie jak z biblią - to jest Koran, tyle że katolicki. Po prostu ma specyficzną nazwę bo ma od przeciętnych książek większy nakład, nieco więcej stron, brak okładki i kiepskie tłumaczenie - a jednak- ludzie to czytają. Mimo wszystko to tylko zwykła książka.
Smutno mi. Jest tak beznadziejnie ze nie mam sil nawet o tym myslec. To dla mnie za duzo... Pasmo niepowodzen i rozczarowan przyprawione depresja. Moze gdyby chociaz moje serce nie bylo w strzepach, postaral bym sie stawic temu czola ale... Czekam tylko do wieczora, do poznego wieczora...
znajoma poszla na 100dniowke z jakims kolega, ktory zaprosil ja dwa dni przed balem - jego byla partnerka sie rozchorowala. ta znajoma sie zgodzila, nie zapytala chlopaka ani nic, a ten jest teraz na nia obrazony, i wiekszosc ludzi przyznaje mu racje. czy rzeczywiscie powinna go zapytac? albo nie isc?
Przygnębia mnie to, że mam doła. Wszyscy znajomi się ode mnie odwrócili. nawet juz nie wchodza na nasza klase to straszne i przygnebiajace. Oni wiedza ze nie umiem zalozyc konta na fejsbuku i dlatego smieja sie za moimi plecami ze cytuje: jest ze mnie "ciota". a to przeciez nieprawda.. czyz nie tak? czy ja jestem przez to gorszy ze mam w szkole kanapke posmarowana margaryna a nie maslem? ;( koledzy smieja sie tez ze mnie ze kupilem sobie pokrowca na banana, a oni maja od razu jakies skojarzenia.. ja poprostu nie chce zeby sie zgniotl, bo kiedys pod;ozeli mi banaana na rzerwie na lawce, usiadlem i sie rozflaczyl, a potem moj tylek byl caly w glutach. cala szkola miala polew i od wtedy zostalem kozlem ofiarnym.. czarna owca. jestem beznadziejny i nie umiem juz na siebie patrzec. to koniec
Kocham go bardzo ale dla niego to rozluźnienie się i rozrywka jest granie na kompie a nie zobaczenie mnie przytulanie jakiś spacer czy oglądanie filmu ;( jak mam to zmienić ?
Myślę sobie, że zataczam błędne koło, już od kilku lat, wyznaczam sobie cele,ale mam za słabą wolę, nie moge wytrzymać w danym sobie postanowieniu, nadaje to mojemu zyciu poczucie beznadziejności, Chwilami mam ataki bulimii- tak dzisiaj pierwszy raz sie przed kimś do tego przyznałam, ciągle wierze,ze mi się uda, myślicie że są jakieś szanse?
jest mi smutno poniewaz mam objazy hirsutyzmu. co ja mam zrobic gdy nikt mnie nie moze wyleczyc a nie stac mnie na inne metody usuwania tego obrzydlistwa? :( nie chce byc sama cale zycie...
Mi też jest smutno.Jestem zakochana w osobie,której nawet nie znam.On też mnie nie zna.Najgorsze jest to,że on mnie unika.Nawet nie wiem,dlaczego.Może się czegoś domyśla.Z drugiej jednak strony mam czasami wrażenie,że coś nas do siebie ciągnie.To strasznie męcząca sytuacja. :(
Mam łzy w oczach, gdyż... nigdy juz nie dotkne twych dloni. A tak bardzo ich potrzebuje... teraz gdy jestem sama widze jak wiele mi dawales. Winogrona nigdy juz nie beda tak slodkie, olejek nigdy juz nie bedzie tak wonny, moje wlosy nigdy juz nie beda tak uglaskane, moje biodra nigdy juz nie beda tak ogrzane... kto wytrze moje lzy ?
Nigdy nie miałam chłopaka, nigdy się nie całowałam z żadnym chłopakiem, choć mam już 20 lat. Może to głupie, ale jest mi naprawdę smutno, gdy widzę zakochane pary spacerujące, a ja jestem sama. Wiele razy się zakochiwałam,zawsze bez wzajemności, a gdy komuś się podobałam, to ten ktoś nigdy mi się nie podobał. Uważałam, że nie jestem na to jeszcze gotowa, a teraz już sama nie wiem. Boję się, że już do końca życia zostanę sama...że już nigdy się nie zakocham ze wzajemnością i nie będę szczęśliwa:(((
Smutno mi... boo... wciąż jestem sama. Nie potrafie znaleźć sensu życia..! Czasami mam myśli, że PO CO ŻYĆ!! Wezmę tabletki i zasnę wiecznie, zapominając o wszystkich problemach...
Myślałam, ze o nim już zapomniałam... :( Ale ja Go kocham... Olałam go, teraz on woli inną a ja za późno zrozumiałam swoj błąd. Jestem samotna.
Es :*
Przepraszam Cię za to jaki jestem, że taki nieporadny :( Jesteś świetną kobietą Piękną inteligentną elokwentną ambitną, W paru kwestiach podjełaś się rzeczy przed którymi ja stchurzyłem. Potrzebujesz prawdziwego faceta a nie takiego fajtłapy jak ja:( Zawaliłem dawno temu.. ciągle zawalam. NIe umię o Ciebie zawalczyć, niewiem jak.. niewiem może sie boję ludzi?? To nie chodzi o Ciebie, to ja musze siebie zmienić... Chciałem byc "normalny".. sprzeniewierzyłem sie własnym ideałom, zasadom.. marzeniom.. i co?? NIEMAM Z TEGO NIC! czuje pustkę .. niewiem jak wrucić na starą drogę?? chyba się juz nieda.... a to własnie tym chyba Ci kiedys imponowałem troszkę..:( Stara się o Ciebie ktoś ... nieznam go ... niechce znać ale czasem mam wrażenie ze to jest ktoś kto ma maoje zalety a niema moich wad...to przykre przegrać z lepsza wersja samego siebie - tak ja to odbieram:( Masz szanse znowu być szczęśliwa, że tym razem nikt Cie nie skrzywdzi. Ciesze się z tego. Szkoda że ja też nie mogę:( Masz rację nigdy Cie nie miałem więc nie mogę Cię stracić.... a może jednak? Miałem jedną cząstkę Ciebie.. nawet gdy się zkimś spotykałas.. a teraz on mi i to zabierze
Ty nie jestes niczemu winna To ja musze wziąść sie za siebie Musze nauczyć się walczyć i zdobywać
Niewiem co począć Przyjaciółko moja :*:(
Płaczę, ponieważ...moj kumpel na sylwestra zucil sie pod samochod..... chwile wczesniej pokucilam sie znim powiedzialam mu ze ma poprostu wypierdalac i odpierdolic sie odemnie jak ja tak moglam jestem chyba poprostu wredna...... jest mi tak smutno
bo ciagle sie kloce z moim chlopakiem ktorego bardzo kocham le nie rz nie wytrzymoje tego ii nie weim co mam wtedy zrobic...:( mama nieraz chec to wszystko zycic i juz wiecej sie niczym nie przejmowac ale nie umie tak pomozcie.............
smutno mi...bo tak. mam powody. naprawdę. gdyby mimo tego, że one istnieją, była wesoła, oznaczałoby to, że jestem bardziej nienormalna, niż jestem w istocie...te powody nie są wcale takie głupie...
Tak bardzo mi smutno, bo.. gdy już uzyskałem tę pewność, że urodziłem się po to aby Ją odnaleźć, Ona karmi mnie nadzieją tylko. Wystawia na próbę... To boli, bardzo.
Smutno mi, bo nie potrafię myśleć o czymkolwiek innym niż Ona.
Nie wiem czy to wytrzymam. Silny być muszę, to taki męski obowiązek.
Ale wciąż boli.
Zgaście gwiazdy wszystkie do końca
Zdejmijcie księżyc i rozmontujcie słońce
Wylejcie wody z mórz,zabierzcie drzewom cień
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.